Linia kroplująca w ogrodach czy w strefach zieleni krajobrazowej ma zapewniać równowagę tlenową i wodną gleby, ale także zdrowie systemu korzeniowego roślin. To, czy spełni te wymagania, a do tego będzie instalacją trwałą, redukując koszty serwisu do minimum, zależy od tego, jaka metoda jej montażu zostanie zastosowana. W praktyce wykonawczej funkcjonują trzy główne podejścia. Otóż można ułożyć przewód bezpośrednio na odsłoniętej glebie, przykryć go warstwą ściółki organicznej, jak i zamontować w układzie z syntetyczną barierą chroniącą przed wyrastaniem chwastów - agrowłókniną lub agrotkaniną. Wybór metody pociąga za sobą określone konsekwencje - hydrauliczne, biologiczne i mechaniczne.
Kiedy sprawdzi się linia kroplująca na powierzchni ziemi, czyli bez osłony?
Ułożenie przewodów kroplujących bezpośrednio na gruncie, bez zastosowania warstw maskujących, jest standardem w przypadku upraw komercyjnych, jak i w sadownictwie, warzywnictwie oraz w instalacjach ogrodniczych o charakterze tymczasowym. Takie rozwiązanie ma zarówno swoje zalety o charakterze technicznym i organizacyjnym, jak i pewne ograniczenia, które warto poznać przed dokonaniem wyboru.
Linia kroplująca bez okrycia daje pełną kontrolę wizualną, ponieważ mamy możliwość natychmiastowego zlokalizowania nieprawidłowości – czy to w postaci zatkanych emiterów, uszkodzeń mechanicznych, rozłączeń oraz nieszczelności powstałych np. na skutek przegryzienia przewodów przez gryzonie. Kolejnym plusem tego rozwiązania jest możliwość modyfikacji, jak i serwisowania systemu wraz z rozrostem bryły korzeniowej roślin. Poza tym, emitery nie mają wówczas bezpośredniego kontaktu ze ściółką, a to w połączeniu z odpowiednim zaworem odpowietrzającym praktycznie eliminuje problem wnikania drobinek organicznych do wnętrza kroplownika.
W ramach ograniczeń tego rozwiązania należy natomiast wymienić spore straty wody. Wynika to z tego, że woda wypływająca z emiterów na nieosłoniętą niczym glebę podlega parowaniu pod wpływem wiatru i promieniowania słonecznego, zatem w upalne dni spadek efektywności nawadniania może wynosić nawet 35%. Dodatkowo brak osłony powoduje, że przewody ulegają szybszej degradacji termicznej i fotochemicznej. Warto też zwrócić uwagę na deficyt estetyczny takiego rozwiązania - widoczne czarne lub brązowe rury polietylenowe będą trudne do zaakceptowania w reprezentacyjnych ogrodach przydomowych czy parkach. Odkrycie przewodów to także ryzyko mechaniczne, ponieważ są one narażone na uszkodzenia od kosiarki czy narzędzi pielęgnacyjnych, ale także na deformację pod wpływem naprężeń termicznych w cyklu dzień/noc.
Kiedy zamontować linię kroplującą pod ściółką organiczną?
Ułożenie linii kroplującej bezpośrednio na glebie, a następnie przykrycie jej kilkucentymetrową warstwą przekompostowanej materii organicznej, np. kory sosnowej czy zrębków stanowi optymalne rozwiązanie korzystne dla architektury krajobrazu. Takie rozwiązanie zapewnia maksymalną efektywność wodną, ponieważ kora tworzy naturalną warstwę izolacyjną, a woda trafia bezpośrednio w strefę podściółkową, gdzie wsiąka w profil glebowy. Dzięki okryciu z kory odbywa się również prawidłowa wymiana gazowa i kwitnie życie biologiczne, ponieważ pod korą gleba utrzymuje stałą wilgotność i optymalną strukturę, jej powierzchnia nie tworzy skorupy, a procesy tlenowe w strefie korzeniowej przebiegają bez zakłóceń. Dodatkowo, rozkładająca się kora stopniowo wzbogaca wierzchnią warstwę w próchnicę. Ściółka chroni także rurki przez przegrzaniem i fotodegradacją, wydłużając trwałość rur do nawet 20 lat. Dodatkowym atutem takiego montażu jest też jego wysoka estetyka, ponieważ instalacja pozostaje całkowicie niewidoczna dla użytkownika ogrodu.
Ograniczeniem w przypadku instalacji kroplującej z okryciem organicznym jest tu zjawisko podsysania wstecznego, kiedy to po zakończeniu cyklu nawadniania woda odpływa grawitacyjnie w najniższe punkty terenu, a w wyżej położonych sekcjach rury powstaje podciśnienie, które może zasysać drobinki kory, torfu i mułu bezpośrednio do wnętrza emitera. Można ten problem jednak rozwiązać, montując zawory napowietrzająco-odpowietrzające w najwyższych punktach sekcji oraz stosując emitery z systemem anty-syfon lub membraną kompensującą ciśnienie. Inny problem to wrastanie korzeni w emitery, kiedy to w wilgotnym środowisku pod ściółką korzenie roślin mogą wrastać w szczeliny kroplowników. Z tego też względu należy wybierać rury z labiryntem, mechanicznie blokujące korzenie lub z barierą chemiczną. Okrycie linii kroplującej ściółką powoduje też, że diagnostyka jest trudniejsza, a wyciek spowodowany uszkodzeniem przez szkodniki czy rozpięciem złączki widoczny jest dopiero gdy dojdzie do powierzchniowego przesiąkania kory.
Kiedy zastosować układ z agrowłókniną lub agrotkaniną syntetyczną?
Powszechnym, chociaż budzącym kontrowersje rozwiązaniem jest stosowanie barier z tworzyw sztucznych pod ściółką. W ramach montażu linii kroplującej możliwe są dwie konfiguracje, z których każda generuje inne problemy. W pierwszym wariancie linia kroplująca zlokalizowana jest pod agrowłókniną. Plusem tego rozwiązania jest przyleganie przewodu bezpośrednio do gruntu, dzięki czemu woda natychmiast wsiąka w glebę bez kontaktu z syntetyczną barierą. Z drugiej jednak strony takie rozwiązanie powoduje brak dostępu serwisowego, a wymiana uszkodzonego odcinka, usunięcie zatoru czy nawet korekta trasy rury wymaga zerwania kory, wyciągnięcia szpilek mocujących i rozcięcia maty. Z połączenia szczelnej maty i wilgoci może też dojść do rozwoju beztlenowych patogenów grzybowych, natomiast korzenie roślin, które duszą się z braku tlenu pod matą kierują się ku górze, wrastając bezpośrednio w emitery leżące na granicy gleby i tworzywa.
Z kolei w drugim wariancie linia kroplująca znajduje się na agrowłókninie, co zapewnia łatwiejszy dostęp do rury po usunięciu kory czy grysu, bez konieczności niszczenia struktury tkaniny. Niestety i to rozwiązanie ma swoje ograniczenia, a w szczególności jest to powstawanie efektu spływu powierzchniowego, ponieważ syntetyczne agrowłókniny z czasem pokrywają się pyłem, osadem organicznym i kamieniem z wody, stając się hydrofobowe, przez co krople wody z emitera nie wsiąkają punktowo pod matę, ale spływają po jej powierzchni w najniższe zagłębienia, tworząc lokalne zastoje wody, z dala od bryły korzeniowej roślin. Agrowłóknina pod linią kroplującą to również podwójna bariera parowania i wymiany gazowej, ponieważ znajdująca się pod tkaniną gleba zbija się, dżdżownice migrują w głąb profilu, a woda podawana na matę częściowo odparowuje w warstwie kory.
Zatem stosowanie sztucznych mat pod nasadzeniami krzewiastymi i bylinowymi jest w nowoczesnym ogrodnictwie odradzane, ponieważ blokują one naturalny obieg materii organicznej, prowadzą do spłycenia systemu korzeniowego i komplikują eksploatację systemu nawadniania.
